niedziela, 23 sierpnia 2015

Diabły tasmanskie jadają lody?

Dzisiaj razem z mamą i siostrą przed zakupami wpadłyśmy do jednej z najlepszych lodziarni w Szczecinie, czyli "Fabryki Lodów" na ulicy Śląskiej 4. Nie załapałam się na słoną ciemną czekoladę, ale inne smaki również były przepyszne :)
Na pierwszym zdjęciu widać malinę i kiwi (które już podjadłam). Pod tymi smakami ukryła się jeszcze mleczna czekolada oraz kokos z czekoladą. Uwielbiam maliny i kiwi, a czekoladą nie pogardzę, więc smaki jak najbardziej mi smakowały. Moja mama wybrała takie same smaki jak ja, tylko bez kiwi.
Nawet nasz mały diabeł tasmański, który nie jada praktycznie nic tym razem szamał klasyczne, śmietankowe lody. Nawet ta małpka zjadła swoją porcję przed mamą!

Potem we trzy wybrałyśmy się do Galerii Kaskady na małe (naprawdę!) zakupy. 
A to moja koleżanka ze szkoły (po lewej) i stara koleżanka z przedszkola (po prawej). Brzydkie zdjęcie, bo robione na szybko z przyczajenia :)
Diabeł w swoim genialnym pojeździe. Taka szybka, że aż zdjęcie rozmazała :D
Po kupieniu zwykłej bluzki i butów skoczyłyśmy do sklepu elektronicznego (zapomniałam nazwy :P). Mama poszła po kabel do ładowarki, my poszłyśmy oglądać telewizję.

Gdy wróciłyśmy do domu zaczęłyśmy się pakować na wyjazd do Wrocławia. Niestety wyjazd się przełożył na następny tydzień przez paskudne upały. Wychodzi na to, że ominą mnie pierwsze dni szkoły ;)

sobota, 22 sierpnia 2015

Trochę niebieskiego proszku i baniek...

Dzisiaj w naszym mało ciekawym mieście odbyła się bardziej ciekawa impreza.
Festiwal baniek i kolor fest wydają się bajecznymi wydarzeniami, które dają tylko radość. Czy na pewno tak jest?
Największym minusem tych imprez było to, że odbywały się w tym samym miejscu, choć nie były ze sobą połączone. W dodatku efekty puszczania baniek oraz rzucania farbą w proszku nie były takie wspaniałe. Nagłośnienie ludzi od imprezy z bańkami było fatalne, natomiast kolor fest miał bardzo dobry sprzęt, ale co z tego, skoro nie mogli zbytnio zagłuszać ludzi od baniek? Totalna porażka...
Pojawiło się jeszcze wiele minusów, jak: straszna cena farb w proszku (przewidywano ok.10 zł za paczkę, wyszło 15 zł), brak sceny, brak miejsca oraz złe zorganizowanie sprzedaży napoi, jedzenia i farb co skutkowało długą kolejką, a nawet dwoma długimi kolejkami.
Ogólnie rzecz mówiąc - miało być wspaniale, wyszło kiepskawo...
Ale nie było też tak źle, zawsze to trochę zabawy, zwłaszcza podczas rzucania farbą. I zrobiłam kilka dość przyzwoitych fotek :)



piątek, 21 sierpnia 2015

Co mnie tu przywiało...

Witajcie Panie i Panowie, którzy przypadkiem (bądź nie) natrafili na mojego bloga!
Założyłam go, by mieć trochę frajdy, odstresować się, podzielić się moją kreatywnością oraz przy okazji zareklamować ciuchy szyte przez moją mamę ;)
Nie znoszę monotonii. Wszystko wydaje się tak samo nudne i szare, a tak nie powinno być! Żeby świat był weselszy potrzebujemy dziwaków! Dziwaków takich jak ja :)
Jesteś dziwny?
Nie? Może czas zacząć? A może jesteś, tylko sam tego tak nie postrzegasz?
Tak? Znakomicie! Dołącz do reszty dziwaków, może się jeszcze podszkolisz? ;D
Zapraszam wszystkich do czytania, na pewno każdy znajdzie tu coś dla siebie ;)

Obserwatorzy